|

O KLUBIE
Radioklub SP3PJY (znak nadawczy) istnieje od roku 1994 i powstał z inicjatywy obecnego kierownika Wiesława Wodeckiego. To u niego narodził się pomysł aby założyć pierwszy w Nowym Miasteczku klub skupiający zwolenników radiowego hobby. Po kilku miesiącach starań radiowcy otrzymali licencję nasłuchową wydaną przez Odział Terenowy Polskiego Związku Krótkofalowców a w roku następnym nadany został znak klubowy SP3PJY wydany przez Państwową Inspekcję Radiową. Klub został zaliczony do drugiej kategorii pasma UKF będącego jeszcze 10 lat temu pasmem bardzo aktywnym. W roku 1996 zespół radiowców z okazji 700 lecia Nowego Miasteczka otrzymał specjalny znak nadawczy - SPoNM i w ten sposób ucznił okrągły jubileusz powstania miasta. W okresie swojej historii klub kilkakrotnie zmieniał swoją siedzibę, aż w końcu w roku 2005 dzięki przychylności władz miasta otrzymał pomieszczenie na terenie stadionu sportowego w Nowym Miasteczku gdzie mieści się do dziś.
Nowomiasteczkowy klub radiowy posiada status wyższej służby użyteczności publicznej. Można było to zauważyć podczas powodzi w roku 2007. W czasie fal powodziowych radiowcy stworzyli sieć łączności od Opola aż po Szczecin. Należy zauważyć, że nie działały wtedy telefony i radio pozostało jedyną formą łączności. To dzięki niemu udało się zapobiec większym podtopieniom.
Obecnie w klubie działają: Wiesław Wodecki, kierownik (znak nadawczy SQ3BME), Andrzej Urban, członek (znak nadawczy 323AHK) oraz sympatyk Andrzej Kaproń (znak nadawczy SP3VAT).
SUKCESY
Radioklub SP3PJY w okresie swojej działalności stale zdobywał i zdobywa znaczące wyróżnienia. Oto najważniejsze z nich:
- 1 miejsce na zawodach PACC CONTEST 2009
- 3 miejsce w kategorii stacji Polskich na zawodach SPDXC - Polska kontra świat, rok 2007
- 3 miejsce na zawodach RUSSIAN DX CONTEST
KONTAKT
Wiesław Wodecki - kierownik klubu
tel: 668 589 802
e-mail:
This e-mail address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it
O KLUBIE W MEDIACH
TYGODNIK KRĄG
Nowe Miasteczko • Ja Oka, ja Oka. Grab, czy mnie słyszysz? Krzysztof Koziołek • Czwartek, 19 lutego 2009, 11:23:29 •
 Jedni zbierają znaczki pocztowe, inni monety, pocztówki z odległych zakątków świata. Oni zbierają... łączność.
„Ja Oka, ja Oka. Grab, czy mnie słyszysz?” - te słowa płynące z wojskowej radiostacji pamięta chyba każdy miłośnik serialu „Czterej pancerni i pies”. Choć dziś wołania do mikrofonu nieco się zmieniły, to wciąż te same zasady i prawa fizyki wykorzystują amatorzy krótkofalarstwa, w tym ci z Nowego Miasteczka. Czujni na wypadek kryzysu Tamtejszy radioklub SP3PJY świętuje właśnie zdobycie Mistrzostwa Polski Amatorskich Radiostacji Klubowych i Indywidualnych, w grupie klubowej. W uproszczeniu zawody w krótkofalarstwie polegają na tym, żeby zdobyć jak najwięcej „łączności”, czyli nawiązać połączenia z jak największą liczbą innych amatorów tego sportu. W ostatnich mistrzostwach startowało ponad sto klubów z całej Polski. - Wygraliśmy siedem z 12 rund, zajęliśmy dwa drugie miejsca i trzy trzecie. Do końcowego wyniku liczyło się dziesięć najlepszych rund - mówi Andrzej Urban, szef radioklubu i jednocześnie operator radiostacji (jego niepowtarzalny znak rozpoznawczy to 3Z3AHK). Oprócz niego na sukces pracowała ekipa w składzie. Wiesław Wodecki (SQ3BME), Bogdan Chorążyk (SP3RBR) z Nowej Soli, Wiesław Gębal (SP6HEQ) z Głogowa oraz Marcin Iwanowski (SP3FVV) z Nowej Soli. W radioklubie działa obecnie 15 osób, od emerytów do dwudziestoparolatków. - Mło- dzież się już tak nie garnie. Teraz zajmują ją komórki i Internet – tłumaczy A. Urban. Kiedy spytać krótkofalowców, jak w codziennym życiu wykorzystać ich umiejętności i sprzęt, odpowiedź pada krótka: do podtrzymania obronności kraju. - Radiostacje są gotowe na wypadek kryzysu. Dowodem tego była powódź w 1997 r., kiedy to krótkofalowcy przekazywali dane na temat stanu wody wzdłuż całej Odry. Telefony stacjonarne wysiadły, komórki też, a my działaliśmy – opowiada A. Urban. Na co dzień, gdy nie biorą udziału w zawodach, krótkofalowcy także kolekcjonują łączności, szukając połączeń z całym światem. - Australia, Stany Zjednoczone, Indie, Chiny, Brazylia, Boliwia, Japonia – wylicza A. Urban. Tylko przez ostatnie trzy lata radioklub nawiązał ponad 10 tys. łączności z ludźmi z ponad stu krajów. A ostatnio kontakt z krótkofalowcami z Bad Liebenwerdy, miasta partnerskiego, możliwe, że dojdzie między nimi do szerszej współpracy. Czekają na plamy na Słońcu Językiem uniwersalnej komunikacji jest angielski, wystarczy znać parę zwrotów, żeby nawiązać łączność i odnotować ją w specjalnym dzienniku. Chyba, że ktoś liczy na bliższe znajomości. Wszystkich obowiązuje tzw. ham spirit, czyli zbiór niepisanych praw przestrzeganych dobrowolnie przez krótkofalowców. Np. nie wolno uprawiać polityki, czy poruszać kwestii religijnych. Najczęstszy temat rozmów to... pogoda. Ale to nie jest tak, jak w codziennym życiu towarzyskim, kiedy sięga się po ten temat, gdy zabraknie innych. Dla krótkofalowców warunki atmosferyczne mają bowiem wielką wagę. - Fale radiowe idą „w górę”, odbijają się od jonosfery i „wracają”. Możliwość połączenia zależy od położenia Słońca i jego aktywności. Im większa aktywność plam, tym lepsza propagacja, czyli warunki do łączenia się – tłumaczy A. Urban.
TYGODNIK KRĄG
Nowe Miasteczko • Mały klub, dużo nagród Rafał Stasiński • Piątek, 7 marca 2008, 12:19:45 •

W klubie krótkofalowców półki uginają się od nagród zdobytych w konkursach.
I miejsce za zawody zielonogórskie z okazji Winobrania. Puchar za III miejsce w Stalowej Woli. Puchar Polskiego Związku Krótkofalowców w mistrzostwach Polski stacji z małą mocą. Statuetka Syrenki Warszawskiej za III miejsce w zawodach. I miejsce w zawodach podkarpackich. To tylko niektóre trofea Radioklubu SP3PJY z Nowego Miasteczka. - Ubiegły rok skończyliśmy z wieloma sukcesami na koncie. Myślę, że w tym roku przywieziemy jeszcze niejedną statuetkę – mówi Andrzej Urban, w eterze znany jako 3Z3AHK.
Radioklub powstał w 1994 roku. Jednym z jego założycieli był Wiesław Wodecki SQ3BME. Wówczas siedziba organizacji mieściła się w dawnej szkole rolniczej. Potem nie mieli swojego miejsca. W końcu władze przyznały im lokal przy stadionie w budynku Ośrodka Kultury i Sportu. Tam zamontowali większą antenę. W klubie działa kilkanaście osób. SP3PJY - tajemniczy skrót w języku krótkofalowców oznacza: Sierra Papa Free Papa Jukot Yokohama.
- Działalności klubu polega na nawiązywaniu łączności z innymi krótkofalowcami. Niektórzy zbierają znaczki, a my zbieramy łączności – mówi Andrzej Urban. Członkowie klubu mają na swoim koncie spore osiągnięcia. Łączyli się z najdalszymi zakątkami świata, z Australią, Nową Zelandią, Ameryką Północną i Południową, Indonezją i Indiami. Łącznie zaliczyli 81 państw.
- Krótkofalowcy są niezastąpieni, choć niewiele się o nich mówi. Na świecie jest wiele miejsc, gdzie nie połączysz się inaczej niż przez radio. Wystarczy burza bądź wichura by telefon komórkowy stał się bezużyteczny – tłumaczy pan Andrzej. Najbardziej krótkofalowcy są dumni z pomocy, jakiej udzielili służbom podczas powodzi, która nawiedziła Nową Sól w 1997 roku. Z powodu braku prądu zawiodły wszystkie formy łączności. Jedyne, dzięki czemu można się było komunikować, to radio.
TYGODNIK KRĄG
Nowe Miasteczko • Oni są na fali Rafał Stasiński • Piątek, 29 czerwca 2007, 15:30:18 •
 Łączą się nawet z najdalszymi zakątkami świata. Ich sprzęt sprawdza się w sytuacjach ekstremalnych, gdy zawodzą telefony komórkowe.
Żeby złapać tego bakcyla, trzeba to po prostu poczuć – mówi z błyskiem w oku Andrzej Urban z radioklubu SP3PJY, który na boisku rozkłada kable. Tajemniczy skrót w języku krótkofalowców oznacza: Sierra Papa Free Papa Jukot Yokohama. Radioklub powstał w 1994 roku. Wówczas jego siedziba mieściła się w dawnej szkole rolniczej, dzisiejszym Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych. Potem jakiś czas nie mieli swojego miejsca. W końcu władze przyznały im lokal przy stadionie w budynku Ośrodka Kultury i Sportu. Tam zamontowali większą antenę. W klubie działa kilkanaście osób. Ale tak naprawdę na nasze spotkania regularnie przychodzi 7. Reszta pojawia się od czasu do czasu – dodaje pan Andrzej. Nasze hobby Od samych początków w klubie jest Wiesław Wodecki, mieszkaniec Nowego Miasteczka, na co dzień kominiarz. Co jego zawód ma wspólnego z pasją? Właściwie niewiele – odpowiada pan Wiesław – Krótkofalarstwem zainteresowałem się w wieku trzynastu lat. Miałem kolegę, którego ojciec naprawiał radia w Polkowicach. Umiejętności przeszły z ojca na syna a że razem chodziłem z nim do szkoły, szybko zaraziłem się tą pasją. Teraz kolega ma stopień generała łączności. Nie widziałem go dobre 15 lat. W latach PRL-u każdy z pasjonatów sam budował radiostację. Takie sprzętu nie można było kupić w sklepie. Trzeba było, zresztą podobnie jak dziś, zarejestrować się i dostać specjalne pozwolenia. Łączność w tamtych czasach dla wojsk Układu Warszawskiego była rzeczą strategiczną. Teraz aby zostać krótkofalowcem trzeba zdać specjalny egzamin. Dostaje się po nim świadectwo uzdolnienia – mówi pan Wiesław. Świat stoi otworem Członkowie klubu mają na swoim koncie spore osiągnięcia. Łączyliśmy się z najdalszymi zakątkami świata, z Australią, Nową Zelandią, Ameryką Północną i Południową, Indonezją i Indiami. Bierzemy udział w licznych zawodach. Jednak jesteśmy tak młodym klubem, że nawet gdybyśmy połączyli się ze Słowacją to byłby sukces – przyznaje A. Urban. Najbardziej krótkofalowcy są dumni z pomocy, jakiej udzielili służbom podczas powodzi, która nawiedziła Nową Sól w 1997 roku. Z powodu braku prądu zawiodły wszystkie formy łączności. Jedyne, dzięki czemu można się było komunikować, to radio. My użyczyliśmy swojego sprzętu. Strażacy byli zaskoczeni tym, co posiadamy – wspomina W. Wodecki - Można powiedzieć, że wtedy staliśmy się taką amatorską służbą radiokomunikacji. Komórka nie równa się Krótkofalowcy są niezastąpieni. Na świecie jest wiele miejsc, gdzie nie połączysz się inaczej niż przez radio. Wystarczy większy kataklizm by telefonię komórkową, której używają miliony ludzi, diabły wzięły. Zresztą odczuwamy to po każdej większej burzy, kiedy to nie możemy do nikogo zadzwonić – tłumaczy pan Wiesław. Podkreśla, że krótkofalowcy są samowystarczalni. Za własne pieniądze kupują potrzebny sprzęt. Państwo do nas grosza nie dokłada. A są kraje np. Stany Zjednoczone, gdzie krótkofalowcy są dotowani. Co roku odbywają się też ogólnokrajowe ćwiczenia w łączności – mówi W. Wodecki.
LINKOWNIA





|